czwartek, 20 lutego 2014

Chapter 5 { Bloodthirsty beast }

Blondynka powoli otwarła oczy i rozejrzała się dookoła. Dalej panował mrok, jednak mimo strasznych dźwięków dochodzących z zewnątrz, dziewczyna czuła się bezpiecznie w niewielkich jaskini, leżąc w ramionach Jack'a. Szczęśliwa podniosła delikatnie głowę i z uśmiechem na ustach oglądała śpiącego szatyna. Nie mogła zrozumieć dlaczego nie mogą się dogadać, dlaczego nie potrafią zamienić z sobą kilku zdań, a co najważniejsze, dlaczego ona nie może o nim nie myśleć? Dlaczego musiała zakochać się w kimś, kto nawet jej nie lubi.
- Kim- usłyszała cichy szept, który na całe szczęście nie obudził śpiącego Brewera. Crawford niechętnie wyplątała się z jego ramion i wyszła z jaskini, gdzie ujrzała Sam'a uśmiechającego się do niej- Myślałem, że już cię nie znajdę - powiedział, ujmując jej dłoń i ruszając przed siebie. Brązowooka odwróciła się za siebie, spoglądając na jaskinie. Nie był pewna czy chce to zrobić, czy chce iść gdziekolwiek z brunetem...Zwłaszcza, że ona i Jack. " Co ty gadasz?! Nie pamiętasz co ci powiedział ?! On cie NIE kocha!"- krzyknęła jej podświadomość, która ostatnio często dawała o sobie znać. Blondynka zacisnęła usta w cień kom linie i grzecznie szła za Down'em , kiedy w jej głowie ciągle dudniły okropne słowa Jack'a.
- Nie idźmy dalej- westchnęła, przystając i spoglądając na chłopaka- Musze potem wrócić, a z tond przynajmniej wiem gdzie- szepnęła, gestykulując rekami
- Dobrze- westchnął niechętnie. Miał nadziej, że blondynka z nim zostanie już do końca, ale wiedział, że kłócenie się jest bez sensu- Lubię Cię Kim- wyznał, zbliżając się do niej. Crawford nie wiedziała co ma robić. Z jednej strony tego chciała, jednak z drugiej...- Bardzo
- Sam...- wyszeptała, jednak zanim zdążyła cokolwiek dodać, brunet złapał ją w talii, przysunął do siebie i wpił w jej usta. Mimo, że tego nie chciała, jej duma wygrała z sercem i bez względy na wszystko po prostu oddała pocałunek . Wiedziała, że to jest złe, niemoralne, nieodpowiednie, ale po prostu musiała. Tak bardzo brakowało jej kogoś, kto powiedział by jej, kilka miłych słów, że nawet nie patrzyła na to, że go nie kocha.
- Kim!!- wrzasnął Jack, w sekundzie pojawiając się obok całującej się pary  i odrywając blondynkę od Down'a- Do cholery, co ty wyrabiasz?!- warknął, wyciągając pistolet na farbę, po czym oddał kilka strzałów w stronę chłopaka. Nie rozumiał co tu sie właśnie stało, ale był wściekły. Jednym ciosem powalił bruneta na ziemie i  chwyciwszy dłoń dziewczyny, szybko ruszył przed siebie. Miał ochotę zawrócić i dobić Sam'a, jednak wiedział, że na więcej nie mógł sobie pozwolić... No przynajmniej nie dziś.
- Jack, proszę zwolnij- pisnęła brązowooka, ledwie nadążając za szatynem. Zdała sobie sprawę jaki błąd popełniła, jednak była zadowolona z reakcji Brewera- Proszę!- wymamrotała, przewracając się na ziemie
- Co ty wyrabiasz?!- warknął, kucając i pomagając jej wstać- To nasz wróg do cholery Kim!- wrzasnął, lodowatym tonem.
- Proszę, nie bądź na mnie zły- szepnęła i mimo tego, że nie powinna mocno się do niego przytuliła. Schowała głowę w jego ramionach, wdychając jego cudowny zapach- Przepraszam! To był błąd... Ja nie chciałam Jack... Ja tak bardzo przepraszam- pisnęła, a po jej policzku spłynęło kilka łez- Nie bądź zły
- Ja nie jestem zły... Jestem wściekły!- przyznał, odsuwając ją delikatnie od siebie- Wściekły na siebie, że nie zauważyłem kiedy zniknęłaś- wyznał, ścierając jej łzy- Boże Kim, tak się o ciebie bałem- wymamrotał, mocno ją do siebie tuląc- Nie rób mi tego więcej... Nie uciekaj
- Obiecuje- szepnęła, spoglądając w jego oczy

***

- Ale ty masz słabą kondycje- zaśmiał się szatyn, niosąc zmęczoną blondynkę
- No może  nie jest najlepsza, ale wcale nie jest tak źle... Przypomina, że udało mi się ci uciec , jak żeśmy się poznali- przypomniała, opierając głowę na jego torsie- Zresztą nigdy nie robiłam takich rzeczy... Wiesz nie ćwiczyłam tyle
- Nie trenowałaś, żadnego sportu?- zdziwił się
- Nie... To  znaczy oprócz tańca, ale ja bym tego sportem nie nazwała- powiedziała, gryząc batonika- Tak przy okazji to pasuje ci mój plecak- przyznała, dotykając czarnego ramiączka
- Wiem- uśmiechnął sie- Taniec? W takim razie, jak wrócimy to będziesz musiała mi coś zatańczyć- rzucił przyjaźnie, a za razem stanowczo
- Może- przekomarzała się brązowooka- Chcesz?- spytała, podnosząc batonik i zanim ten zdążył coś odpowiedzieć wsadziła mu go do buzi- Jedz- nakazała, po czym zaśmiała się ze swojej wypowiedzi. Chłopak posłusznie zrobił to co mu kazano, po czym zatrzymał się i opuścił blondynkę z powrotem na ziemie.
- Jesteśmy na miejscu.. O 4.00 mamy sie tu spotkać z resztą- oznajmił, opierając sie o jedno z drzew. Kimberly odgarnęła niesforny kosmyk włosów za ucho i zaczęła się rozglądać. Nagle jej uwagę przykuł wielki odcisk w ziemi. Nie przypominał on niczego jej znanego, był wręcz obcy. Blondynka przełknęła głośno ślinę i powoli ruszyła za śladami. Co chwilę odwracała się za siebie by sprawdzić, czy coś lub ktoś nie idzie za nią. Bała się, jednak nie miała zamiaru zawracać. Musiała wiedzieć co to jest, a gdyby powiedziała Jack'owi to ten na pewno by jej zabronił. W pewnym momencie odciski stały się nierówne, porozcierane, a ta zdała sobie sprawę, że przed nią znajduje się niewielki potok. Po cichu podeszła bliżej i schowawszy się za jednym z drzew, zaczęła się rozglądać. Minęło kilka minut, kiedy jej oczom ukazała się wielki, brązowy niedźwiedź, próbujący złapać ryby. Marnie mu to wychodziło, a po chwili wściekły wrócił na brzeg. Crawford podskoczyła ze strachu i najciszej jak umiała, zaczęła się wycofywać. Kiedy była już w bezpiecznej odległości , puściła sie biegiem.
- Kim!- krzyknął szatyn, kiedy tylko zobaczył brązowooką- Obiecałaś nie znikać. Obiecałaś!- szepnął, tuląc ją do siebie
- Niedźwiedź- wymamrotała przerażona, wskazując ręką las- Wielki, brązowy, wściekły niedźwiedź- pisnęła, łapiąc oddech
-Co? Niedźwiedź? Tutaj?- spytała Nate, z niedowierzeniem patrząc na siostrę.
- Tak, tam w lesie- wyszeptała- Boję się- przyznała, po raz kolejny dzisiaj, chowając głowę w klatce piersiowej Brewera. Jak na zawołanie wielka kreatura wyłoniła się z ciemności, dając o sobie znać, głośnym , przerażającym rykiem.
- Uciekamy!- rozkazał Crawford, chwytając Ali za rękę i biegnąc przed siebie. Wszyscy momentalnie ruszyli za nim, gdyż w tym momencie, nikt nie miał przy sobie jakiejkolwiek broni, którą można było by go skrzywdzić. Chłopacy nie mogli zrozumieć, skąd tu wzięła się ta bestia, jednak nie za bardzo był czas na tego typu wyjaśnienia. Liczyła się każda sekunda... 
- Tutaj!- wrzasnął Jack, skręcając w jedną z leśnych ścieżek. Blondynka bez zastanowienia pobiegła za nim. Mimo wszystko, ufała mu bezgranicznie i była pewna, że przy nim nie stanie jej sie nic złego... - Kim!- krzyknął i zanim ta zdążyła sie zorientować co się dzieje, poczuła jego ręce na swojej talii, a po chwili jej nogi oderwały się od ziemi- Nic ci nie jest?- spytał odgarniając jej włosy za ucho i patrząc w oczy. Dopiero po chwili dziewczyna zdała sobie sprawę, że oboje leżą na ziemi w jakiejś jaskini, a reszta drużyny siedzi w kącie, lub wygląda na zewnątrz- Kim?
- Tak, tak... Wszystko w porządku- zapewniła, podnosząc się z szatyna i obierając się o ścianę. Buzujące w niej emocje nie zdążyły się jeszcze uspokoić, a niedożywienie spowodował nieprzyjemne zawroty głowy.
- Masz- rzucił Brewer, wręczając jej swojego batonika. Kimberly zamrugała kilka razy po czym pomachała przecząco głową.
- To twoje. Zresztą nie jestem głodna- wymamrotała, sięgając po swój plecak i wyciągając z niego butelkę wody. Nie miała ochoty się kłócić i mimo, że umierała z głodu nie mogła wziąć jego jedzenia. W końcu mu przyda się bardziej.
-Kim nie wygłupiaj się i bierz. Nie jadłaś nic od obiadu, a wtedy też prawie nie zjadłaś. Zresztą widzę, że jesteś wykończona. Weź- poprosił, jednak brązowooka nie chciała robić tego o co ją proszono- Do jasnej cholery, jedz!- warknął, wciskając jej batonik do ust, przy okazji miażdżąc lodowatym spojrzeniem, pod którym ta momentalnie pękła. Pośpiesznie zaczęła konsumować, wmuszane jej pożywienie, nawet nie patrząc na chłopaka. Nie rozumiała jak on może być takim zmiennym. Raz jest kochany, słodki, przyjacielski... no po prostu idealny, ale kiedy zrobi się coś czego on sobie nie życzy, od razu staje się zimny, apodyktyczny... -Pan Kontroler- pomyślała Crawford, przełykają czekoladowy przysmak.
- No jem, jem... Nie zabijaj mnie wzrokiem- szepnęła, uśmiechając się delikatny, a jego kąciki ust wręcz niezauważalnie drgnęły. Szybko jednak się opanował i już po chwili z powrotem był poważny. Blondynka wywróciła tylko oczami i wróciła do jedzenia, chcąc jak najszybciej wrócić do nastroju, który panował między nimi jeszcze chwilę temu- Skończyłam- oznajmiła triumfalnie, ukazując szereg białych ząbków.
- Brawo! To się nazywa osiągnięcie-zaśmiał się i mimo tego, że dziewczyna czuła sie trochę urażona jego słowami, na jej twarzy pojawił się uśmiech. Jej Jack wrócił, a kiedy on był w dobrym humorze, ona nie potrafiła sie na niego gniewać... -Pan zmienny- mruknęła  w głowie
-AAAAAAAA!!- nagle wokół rozległ się przeraźliwy krzyk jakiegoś chłopaka. Wszyscy momentalnie zerwali się na nogi, a przerażona Crawford momentalnie znalazła się przy szatynie.
- Zostań tu- rozkazał Brewer, głosem niewyrażającym sprzeciwu i chwytając maczetę na prąd powoli ruszył ku wyjściu z jaskini.
- Uważaj na siebie- pisnęła Kimberly, ledwie trzymając się na nogach. Jej serce znacznie przyspieszyło, a nogi trzęsły się jak galareta.  Brązowooka strasznie się bała... nie o siebie lecz o Jack'a. Wiedziała, że nie ma broni i jeżeli będzie taka konieczność nie zdoła sie ochronić.
- Kim nie ruszaj się z tond!- krzyknął Nate i razem z resztą opuścił bezpieczny próg jaskini, wychodząc wprost na spotkanie z bestią.
- Kurwa, Nate!- warknął Jack, a jego słowa rozniosły się wokoło
- Nie!- krzyknęła Alison, podbiegając do przyjaciółki i mocno ją przytulając. Niebieskooka nie mogła dopuścić do siebie myśli, żeby blondynowi coś się stało jednak on sam wystawiał się na niebezpieczeństwo. Ciemnooka jeszcze kilka godzin temu przeżywała najszczęśliwsze chwile swojego życia... Nate ją pocałował, powiedział, że ta mu się podoba, a teraz co? To wszystko ma się tak po prostu skończyć, przez jednego, głupiego niedźwiedzia- Kim oni nie dadzą rady! Przydał by się jakiś pistolet, miecze, łuk, a oni mają głupie maczety na prąd!
- Chwila!- pisnęła Crawford, podbiegając do plecaka- Mam race!- wrzasnęła, wyciągając czerwony przedmiot z torby.
- Skąd ty masz coś takiego w plecaku?!- warknęła dziewiętnastolatka, patrząc z niedowierzeniem na swoją młodszą "siostrę". Czasami nie mogła uwierzyć w jej głupotę... Przecież to mogło ją zabić!!
- Mam plan!- mruknęła, kompletnie ją olewając i szybko wybiegając na zewnątrz. Wystarczyło jej dosłownie kilka sekund żeby ocenić sytuacje. Jack i Nate starali sie odwrócić uwagę brązowej kreatury, kiedy reszta chłopaków ratowała jakiegoś człowieka, którego Crawford widziała pierwszy raz na oczy. Mimo strachu, który opanował całe jej ciało, chwyciła niewielki kamień i z impetem rzuciła w stronę niedźwiedzia, trafiając prosto w głowę.
- Pfff! Wielki matole, nigdy mnie nie złapiesz!- krzyknęła, a rozwścieczona bestia momentalnie ruszyła na nią. Blondynka wbiegła w las i niezważająca na krzyki reszty, mknęła przed siebie co chwilę skręcając w inną uliczkę. Kiedy znajdowała sie już wystarczająco daleko, odpaliła race po czym tuż przed wybuchem rzuciła za siebie. Przerażone zwierze stanęło na dwóch nogach, a siła wybuchu okazała się tak mocna, że bestia straciła prawą rękę, po czym z piskiem upadła na ziemie- Z Kim Crawford się nie zaczyna!- pisnęła dumna z siebie nastolatka, spoglądając na konającą bestie
- Kim!!- krzyknął przerażony Jack, wyłaniając sie z lasu. Odetchnął z ulgą, kiedy zobaczył blondynkę całą i zdrową, stojąca tuż przed nim- Cholera jasna, czy ty nigdy nie nauczysz się robić tego co ci karze?!- warknął wściekły, podchodząc do brązowookiej piękności
-O co tyle krzyku ? Nic mi nie jest!- rzuciła, nie mogąc nadążyć nad jego humorem.
- O co tyle krzyku?! Ten pieprzony niedźwiedź mógł ci coś zrobić, a ty się pytasz o co tyle krzyku?!- wrzasnął
- Nie mam zamiaru z tobą rozmawiać, jeżeli masz zamiar na mnie krzyczeć- wymamrotała nieśmiało- Przerażasz mnie wtedy- dodała cicho, spuszczając wzrok na splecione palce. Zrozumiała, że postąpiła głupio i lekkomyślnie, ale przecież  nie mogła inaczej. Groziło mu niebezpieczeństwo, a ona miała tak po prostu stać z boku i się przyglądać?
-Kim....
- Po prostu odpuśćmy sobie ten temat- poprosiła, wtulając się w niego i mimo tego, że szatyn wciąż był wściekły, oddał uścisk- Przepraszam, ok... Wiem, że postąpiłam głupio, ale inaczej nie mogłam. Przecież mogło ci się coś stać- szepnęła, spoglądając w jego brązowe oczy, które nie wyrażały już gniewu, jak zaledwie kilka sekund temu- Pan zmienny! Jak ja mam nad tobą nadążyć?!- pomyślała, biorąc głęboki wdech
- Nie rób tego nigdy więcej- westchnął, gładząc jej blond włosy- Kończy się to tak, że czuje się gówniano- mruknął- Dobra wracajmy do reszty...
- Przepraszam- szepnęła ponownie, a ten przyciągnął ją delikatnie do siebie i musnął jej policzek, przez co przyjemne ciepło przeszło całe jej ciało. Momentalnie wszystkie troski uciekły, a ona wylądowała w krainie miłości.


***

 - Co z nim?- spytał Jack, kiedy razem z Kim wrócili na niewielką polanę na niewielką polane. Nieduża grupka ludzi pochylała się nad zieloną trawą, a pojedyncze osoby siedziały niedaleko, korzystając z uroków otaczającego ich piękna. Mimo tego nikt nie był szczęśliwy...

- Nie żyje

Rozdział nie należy do najdłuższych jednak nie było sensu dalej go ciągnąć.. :)
Co do reszty blogów to rozdziały na pewno pojawią się tam do końca tygodnie.
Kocham was
Emi <3


9 komentarzy:

  1. AGFHAJHFA
    Cuuuuuuuudo
    Ale czemu Kim całowała się z Natem a nie Jackiem?
    No ale przynajmniej on był zazdrosny ...
    I tak jakoś w tym rozdziale dużo przytulania hmm?
    Czy to coś oznacza?
    Kocham, czekam i zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdział dodawaj szybko next <3
    Kogo zabił ten niedźwiedź ??

    OdpowiedzUsuń
  3. yhtgrfvcwersfd
    Jakie to jest zajebiste :(( Weee Ten blog jest zajebisty ♥♥♥
    Ta akcja z niedzwiedziem :33
    Humorki Jacka hihi ^^
    Jeju jak ten blog mnie wciąga !!! =DDD .
    Czekam na kolejne ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Olivia ....
    Kim calowala sie z Samem ...
    Ale popieram wszystko co napisalas.
    Kocham Tego bloga i mam nadzieje ze do konca tygodnia bedzie next :D
    :3

    OdpowiedzUsuń
  5. Czyżby zazdrosny Jack? Nagle taki miły? Przytuliski, całuski, BUM! A mówią, że to "kobieta zmienną jest"! Dziękuję, do widzenia x)
    Rozdział naprawdę dobry, przyjemnie się czytało.. ale kogo zabił ten misiek? Nate'a? Coś tak mi świta. Trochę niefajnie, bo lubię Nate'a. Jest bratem, a ja kocham wszystkich braci xD Bo ja sama nie mam i bardzo cierpię z tego powodu :((
    Czekam na nn^^
    I daj mi Kicka, bo jak nie bedzie już zaraz to się pogniewamy! :(((

    OdpowiedzUsuń
  6. To mi wyglądało na to, że Jack jest zazdrosny. Baaardzo zazdrosny.
    A Kim jaka odważna! Zabić miśka racą to nie lada wyczyn. Ale szczerze to fajny misiek xD
    Ali całowała się z Nate'm? o.O coś z tego będzie :) czuję to xD
    Rozdział świetny :**
    A Jack ma zmiany nastroju jak kobieta w ciąży -.- może jednak coś w tym jest? Powinien sprawdzić hehe xD :D
    Czekam na nn ^^
    Pozdr. :**

    OdpowiedzUsuń
  7. OMG
    Cudo boskie itp. itd.
    Czekam na next'a no i oczywiście na Kick'a

    OdpowiedzUsuń
  8. Jack ma zazdro hihi GENIALNE nie mogę się doczekać co jeszcze wymyślisz:-) osobiście nie lubię tego Sam'a ale okii :3
    A i mógł abyś tak często nie zmieniać nastrojów Jack'a to słodkie ale zachowuje się jak baba w ciąży XD
    KOCHAM I CZEKAM NA KOLEJNE CUDO <3 :**

    OdpowiedzUsuń
  9. Boskie! <3
    Loofciam to! <3
    Masz talent! ♥
    KC i czekam na nn;**

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy