sobota, 24 maja 2014

Chapter 19 { Newborn }

"Gdy kogoś nie ma, gdy ktoś, kto był najcenniejszym, kto ustawiał wokół ciebie fizykę, ktoś bez kogo może wyłączyć się grawitacja, a tabliczka mnożenia stracić ważność, gdy ten ktoś znika, możesz dalej żyć, chodzić, jeść, odbierać telefony. Po postu za tobą dryfuje nadpalona dziura. Coś cały czas do ciebie nadbiega, aby schwytać cię za szyję, przylepić się do ciebie i już nie puścić, coś wystającego z tej dziury. "

Blondynka nerwowo stukała palcami o prawe udo, stojąc przed drzwiami sali z monitoringiem. Mimo jej próśb i błagań nikt nie pozwolił jej tam wejść, przez co dziewczyna słyszała zaledwie skrawki rozmowy opiekunów, którzy z nieznanych jej powodów zgromadzili się w pomieszczeniu. Czuła, że coś jest nie tak, że stało się coś niedobrego. Coś o czym nie wiedziała.
Crawford aż podskoczyła, kiedy w jej uszach obił się dźwięk tłuczonego szkła, a chwile później rozmowa za drzwiami przerodziła się w kłótnie, lub coś co jej ją przypominało. Krzyki, piski, przekleństwa. Wokół zrobiło się zamieszanie, a ona prawie została staranowana, przez starszych kolegów, którzy po chwili znikli za drzwiami pomieszczenie. To wystarczyło. Była pewna, wiedziała, że Ali coś się stało. Że jej przyjaciółka, musiała przejść przez piekło.
Nie powinna, jednak mimo jasno dostarczonych jej instrukcji, wybiegła na zewnątrz, pozwalając by jej ciało zgubiło się w ciemności. Zimne powietrze owiało jej skórę, powodując ciarki na rękach, a ostry zapach krwi podrażnił nozdrza i gardło, przez co zaczęła kaszleć.
- Ali! - wrzasnęła, mrużąc oczy i rozglądając się dookoła. W jej oczach pojawiły się łzy, kiedy po dłuższej chwili nie otrzymała odpowiedzi, jednak mimo tego nie miała zamiaru się poddać. Nie mogła. Nie chciała.- Ali!

***

Niebiesko włosa przetarła mokre policzki i niechętnie otwarła opuchnięte, czerwone oczy, spoglądając na ulicę, która malowała się przed nią. Coś ją wyróżniało, sprawiło, że mimo bólu Stone wstała na nogi i powoli ruszyła przed siebie, nie zbaczając z wyznaczonej przez betonowy pas drogi.



Jej nogi co jakiś czas zaczynały się trząść, a ciało wzdrygało przez wydarzenia z kilku godzin, jednak ta uparcie szła dalej, jakby była do tego zmuszona... Jakby to miało być rozwiązaniem wszystkich problemów. Jakby było lekarstwem, którego ta potrzebowała.

***

- Zrobimy tak- westchnął mężczyzna, przeczesując ręką włosy i spoglądając na rozłożone przed nim plany ośrodka- Jack i Jerry, przeszukają wschodnią część, Christian i Nate zajmą się zachodnią częścią, a ja i resztę opiekunów weźmiemy teren za ulicą. Reszta niech podzieli się na mniejsze, 3-4 osobowe grupki i również szuka- powiedział, wymieniając spojrzenie z niektórymi uczestnikami- Dziewczyny sprawdzą ośrodek. Macie przeszukać każdy milimetr tego budynku, a jeżeli Alice wróci, natychmiast nas zawiadomić- rozkazał, a na ścianie za nim pojawiły się dokładniejsze informacje.
- Może powinniśmy najpierw przeszukać jej pokój. Przecież to nie musi być przypadkowe zniknięcie- odezwała się Nicki, występując przed szereg i przechylając głowę na prawo, jednocześnie spoglądając na wysokiego szatyna, który stał oparty o jedną ze ścian pomieszczenia, rozglądając się dookoła. Szukał czegoś, a raczej kogoś.
- Może masz racje- stwierdził jeden z opiekunów, kiwając pokrzepiająco głową- Może to nie jest przypadek.
- Świetnie! Wszystko postanowione- warknął Christian, wyrzucając ręce w powietrze- Wierzę, że Nicki osobiście się tym zajmie w czasie kiedy my zaczniemy szukać. Chciałbym przypomnieć, że każda sekunda, którą tu marnujemy może zaważyć na jej życiu- krzyknął, miażdżąc ciemnowłosą wzrokiem.
- Przygotujcie się. Za 10 minut wszyscy mają stawić się przed głównym wejściem- rozkazał jeden z mężczyzn.
- Widziałeś Kim?- spytał Jack, szybko szukając dziewczyny w tłumie ludzi.
- Nie, stary- rzucił Latynos- Chodź. Na pewno nic jej nie jest!

***

- Alice!- wrzasnęła blondynka, przystając obok jeziora, gdzie pierwszego dnia, obie ukryły się przed grupkami chłopców. Jej oczy ponownie się zaszkliły, kiedy nieproszone myśli przebiegły w jej głowie, niczym tornado, niszcząc jej świat, który mimo wad był tym, w którym chciała żyć- Ali proszę- pisnęła, opadając na kolana i chowając głowę w dłoniach.

- Puszczaj mnie!!- krzyknął ktoś na zewnątrz po czym drzwi auta otworzyły się, a mężczyzna wepchnął do niego niebiesko włosom nastolatkę- Idioto wypuść mnie!! Zgłoszę to na policje! Tak Cię urządzę, że już nigdy nie wyjdziesz z więzienia !! Wypuść mnie!!- wrzeszczała waląc pięściami w drzwi.
(...)
-Tak w ogóle to jestem Alice, ale wszyscy mówią mi po prostu Ali- dodała przyjaźniej się uśmiechając
- Oki, Ali. Jestem Kim- zaśmiała się Crawford

Wspomnienia, zaczęły przebiegać jej przed oczami, kiedy Kimberly zrozumiała, że jej psychika jest na wyczerpaniu. Stones zawsze była dla niej ważna, jednak brązowooka nie przypuszczała, że aż tak bardzo. Była jak siostra, której nigdy nie miała.

- Nurkuj!- szepnęła, po czym zanurzyła się ciągnąc ciemnooką za sobą.
- Kim!!- krzyknęła dziewczyna, jednak jej głos został stłumiony przez wodę, która niespodziewanie wlała się do jej buzi- Fu, fu, fu, fu!!!!- wrzasnęła, momentalnie wynurzając głowę nad tafle wody- Kim tu ryby sikają, a ja mam teraz pełno tej wody w buzi! Przecież to jest jak wielka toaleta- mamrotała pocierając język rękami. Mimo, że sytuacja na to nie przystawała blondynka wybuchła głośnym śmiechem.

Jak najlepsza przyjaciółka, która zawsze wspierała w trudnych chwilach.

- Kim nie płacz- poprosiła Ali, przytulając zapłakaną blondynkę do siebie. (...)
- To tak boli- wychlipała, podnosząc zaszklony wzrok na niebiesko włosom- Faceci są do kitu - dodała ścierając łzy z policzków. (...) Każdy chłopak, który kiedykolwiek skradł jej serce, musiał je złamać, wykorzystując ją do swoich celów. A najgorsze było to, że ona była ślepa. Wierzyła, że on się zmieni.. Pokocha ją.
- Wiem mała, wiem- westchnęła. (...) Kim była dla niej jak najlepsza przyjaciółka, a za razem jak młodsza siostra, której ciemnooka nigdy nie miała- Chodzi o Jack'a, prawda?- spytała, poprawiając kosmyk włosów, który spadł jej na oczy
- Tak... Ja myślałam, że wiesz jak mnie uratował, to jednak coś do mnie czuje...Że zależy mu na mnie, a on....On mnie nienawidzi - pisnęła, a łzy ponownie zaczęły cisnąć się jej do oczu.
- Kimi, nie płacz. Faceci już tacy są. Bezduszne kreatury, które trzeba trzymać krótko- powiedziała, odgarniając blond włosy z twarzy brązowookiej- Pewnego dnia znajdziesz takiego, który okaże się inny... Który będzie centrum twojego wszechświata- dodała, uśmiechając się delikatnie

Była po prostu częścią jej.
- Alice proszę- szepnęła ponownie. Musiała ją znaleźć, usłyszeć kilka słów, przytulić. Potrzebowała jej takiej, jaką jest teraz i już na zawsze. Potrzebowała, by tu przetrwać.

***

Stone powoli przemierzała las, co chwilę delikatnie się uśmiechając. Nie żałowała. Nawet jeżeli by mogła nie cofnęła by niczego. Mimo wszystko czuła się dobrze... Stała się osobą pełną nadziei, oraz tego wyjątkowego uczucia, które rozgrzewało cię od środka. Była jak nowo narodzona.
- Alice!- głośny krzyk małej blondynki, spowodował, że dziewczyna momentalnie odwróciła się na pięcie i zachichotała, widząc drobną posturę Kimberly. Nie czekając na jej ruch, podbiegła i mocno przytuliła zapłakaną przyjaciółkę. Ta mocno ją objęła, chcąc upewnić się, że nie jest to tylko złudzenie, czy jej wyobraźnia.


- Nie płacz- szepnęła niebiesko włosa- Kim, nic mi nie jest- zapewniła pośpiesznie, chcąc oszczędzić Crawford zmartwień.
- Nie waż się tak znikać!- zagroziła brązowooka, dla wzmocnienia efektu machając wskazującym palcem.
- Obiecuje- zaśmiała się, kładąc prawą dłoń na sercu- A jak tam udała się randka z Jack'iem? - spytała, chcąc odbiec od tematu jej osoby. Na dodatek była strasznie ciekawa.
- Dobrze... Nawet wspaniale!- pisnęła podekscytowana, jeszcze raz mocno przytulając Alice-  Jack zorganizował romantyczną kolacje, przystroił cały dach... Było po prostu zupełnie inaczej niż zawsze.
- Inaczej? Co było innego?- blondynka zaróżowiła się, szybko spuszczając głowę by ukryć nieproszone rumieńce- Kimberly Crawford czy ty i Jack... ?- jej oczy, dwukrotnie się powiększyły, a na twarzy pojawił wieli uśmiech.
- Tak...- przyznała, nagle czując się strasznie nieswojo- Nie śmiej się ze mnie!
- Nie śmieje... Po prostu nie mogę uwierzyć. Myślałam, że macie to już za sobą- powiedziała, odgarniając gałęzie drzewa, które stanęły jej na drodze.

***

- Obiecałaś- westchnął Brewer, przytulając drobne ciało ukochanej. Przelotnie musnął jej czoło i owinął ręce wokoło jej talii, czując jak strach powoli go opuszcza.
- Przepraszam- szepnęła Crawford, wtulając głowę w jego obojczyk. Wzięła głęboki oddech, wdychając zapach jaśminowego płynu pod prysznic i ten wyjątkowy, niepowtarzalny zapach Jacka Brewer'a.
- Nie rób tego więcej- poprosił, spoglądając w jej oczy, następnie delikatnie całując miękkie usta. Wepchnął język między jej wargi, namiętnie smakując podniebienie Kimberly, zdobywając ją o początku. Przycisnął jej ciało jeszcze bliżej siebie, a jego ręka powędrowała na jej plecy, wślizgując się pod koszulkę. Pogładził jej nagą skórę, delikatnie muskając kręgosłup. Nieśpiesznie przesunął dłoń niżej, aż dotknął brzegu spodni. Objął wypukłości jej pośladków, z uczuciem je ściskając. Ta bez oporu poddała się jego coraz mocniejszym pocałunkom, aż trafiła biodrem na twarde mięśnie jego uda.
- Kimberly Crawford- warknął mężczyzna, przerywając parze romantyczny moment-  Musimy porozmawiać- dodał poważnie.
- Coś się stało?- spytała zdziwiona
- Podczas tego całego zamieszenia przejrzeliśmy wszystkie nagrania. Rozmawialiśmy też z Nicki... Krótko mówiąc jesteś zatrzymana pod zarzutem, skrzywdzenia jednej z naszych uczennic oraz podejrzewamy cię o próbę zniszczenia naszego ośrodka, jak i zabicie nas wszystkich- powiedział chwytając ją za rękę.
- Co?! Nie! - warknęła, próbując się wyrwać jednak mężczyzna szybko ją unieruchomił.
- Puszczaj ją!- wrzasnął szatyn, ruszając na niego. Nie zdążył jednak zadać nawet jednego ciosu, kiedy grupa chłopaków zatrzymała go - Kurwa! - zaklął, zaciskając ręce w pięści.
- Jack!- pisnęła brązowooka, wymachując rękami w powietrzu. Starała się. Naprawdę się starała, jednak ciemnowłosy okazał się silniejszy. Nie zważając na jej krzyki wyniósł ją do piwnicy i zamknął w zimnej celi, nawet nie słuchając jej wyjaśnień.

***


- Jack wszystko będzie dobrze- szepnęła niebiesko włosa, klepiąc go po plecach - Wydostaniemy ją. Wydostaniemy się z tond wszyscy- zapewniła, uśmiechając się delikatnie


Tak wygląda 19, a za razem przedostatni rozdział.
Chciałabym was prosić, żebyście napisali w komentarzu co lubicie jak się tutaj pojawia, a co nie. 
Wiem już jak będzie wyglądać ostatni rozdział, jednak zależy mi na tym żeby był naprawdę dobry, dlatego wszelkie uwagi były by miło widziane, bym najwyżej mogła się na nich oprzeć, lub po prostu wiedzieć co dodać :) 
Kocham was 
Emi<3 


7 komentarzy:

  1. Rozdzial jest swietny.
    Dla mnie zawsze moga byc scenki romantyczne z KICKIEM <3
    No ale skoro to jest ostatni rozdzial no to jak dla mnie przydaloby sie troche akcji. Nie wiem jakiejs walki albo cos xD
    Pozdrawiam i kocham ;***

    OdpowiedzUsuń
  2. Tutaj ludzie umierają i mają to gdzieś, a jak jedna z tysiąca zniknęła to zaczęli jej szukać WSZĘDZIE? Trochę nierealne. I trochę odbiegasz od wątku opowiadania. Kim była nieśmiała, ale dążyła do bycia jedną z najlepszych i skrycie kochała Jacka, natomiast Jack był walecznym chłopakiem, który nosił maskę wrednego i obojętnego na ludzkie cierpienie. Reszta była z boku. I nagle Nicki okazuje się wredotą i wrabia Kim, a Ci idioci jej uwierzyli, WIEDZĄC o jej konflikcie z Kim.
    Oprócz tego rozdział naprawdę świetnie napisany. Tylko czuję się lekko rozczarowana, gdyż ta tajemniczość, nieprzywidywalność i akcja zniknęły z opowiadania :( Zrobiło się inne, zupełnie. A Jack to ciepła klucha, a nie ten wredny chłopak :(
    Kocham Cię, ale pierwsze rozdziały były lepsze.
    Czekam na zakończenie. Ta ostatnia scena pomiędzy Jackiem a Alice bardzo mi się podobała. Zapowiedziała dobry rozdział - ucieczka.
    Życzę weny! Still love you <3
    Trzymaj się ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  3. Super rozdział.
    Czekam na next..


    <3 <3 Karcia 546 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  4. mi się tam wszystko podoba. Może Jack i się trochę zmienił na przestrzeni tych prawie dwudziestu rozdziałów, ale jest SŁODKI <3
    rozdział jest wspaniały :*
    nie mogę doczekać się kolejnego.
    Choć wiem, co w nim będzie (przynajmniej częściowo) i już mam ochotę cię za niego zabić xd
    KC ♥
    Lexi ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Trochę zgubił mnie ten rozdział, bo tak jekbyś zmieniła fabułę na potrzeby drugiej serii, ale i tak za je iście wyszedł . Kocha, cię jisia jesteś wspaniała co powtarza ci zawsze ahhah. Nigdy nie rezygnując z pisania to twoja pasja,a jej się nie rzuca <3 Każdy rozdział przeżywał am na swój własny sposób i to było właśnie takie niezwykłe, że dzięki tobie mogłam się poczuć jkbym była w tamtym miejscu. Jesteś wielka szybko dwaj następną część :** obstawiam, że zaczyna się pięć minut Niki??? Kim + więzienie + chłopak Jack to nie wróży nic dobrego. Niech stamtąd uciekną. Błagam. <333 KOCHA, CIĘ JISIA NIE ZAPOMINAJ :***

    OdpowiedzUsuń
  6. Masz genialne pomysły. O takiej Kim i Jacku jeszcze nie czytałam. Mam wrażenie, że połączyłaś Kim i Jacka z Igrzyskami Śmierci ^^ A to mi się baaaardzo podoba. Jesteś nieziemska. Czytając to nie mogłam przerwać ;p Ale jeśli możesz to popracuj troszkę nad błędami ortograficznymi. Bo poza tym nie mam żadnych uwag. Cudne :* ~ Ta inna niż wszyscy

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy