czwartek, 13 marca 2014

Chapter 11 { Our world through the cameras eyepiece }

Kiedy blondynka podniosła ciężkie powieki,  na zewnątrz było już jasno. Poranne światło słoneczne, wdarło sie do pokoju, przez grube zasłony, rozświetlając go i pobudzając do energii. Dziewczyna powoli przesunęła ręką by dotknąć Jack'a, jednak nie znalazła go obok siebie. Przekręciła się na drugi bok i z bólem serca, stwierdziła, że nie ma go ani na łóżku, ani nigdzie. Teraz nie była, już nawet pewna czy on tu był... Może to wszystko to był tylko jednej okropny sen, który nieświadomie zmienił się w nieosiągalny świat miłości? Może właśnie tak było...
Brązowooka wzięła głęboki oddech i powoli podniosła się do pozycji siedzącej. Każda rana, czy siniak dał o sobie znać, powodując pulsujący ból rozchodzący się po całym jej ciele. Wiedziała jednak , że nie może leżeć w łóżku... Nikt by tutaj jej na to nie pozwolił. Zacisnęła więc zęby i ruszyła do łazienki, gdzie wzięła szybki prysznic, który pozwolił jej zmyć z siebie brud, który czuła... Było to takie dziwne uczucie, spowodowane wydarzeniami z wczoraj. Czysta, owinęła się ręcznikiem i stanęła przed lustrem, a w jej oczach powoli zaczęły gromadzić się ciężkie łzy smutku i rozczarowania.


Czyli to jednak nie był koszmar- szepnęła w myślach, patrząc na purpurowe malinki na szyi i dekolcie. Każde wspomnienie z wczorajszego wieczora uderzyło w nią niczym bomba cierpienia i rozeszło się po całym jej ciele. To było za wiele. Za wiele do przełknięcia i udawania, że nic się nie stało, że nie cierpi, że da radę po prostu zapomnieć... bo nie da. Te rany w końcu się zagoją, ale blizny pozostaną i będą o sobie przypominać. Zawsze tak robią.
Kimberly powolnym krokiem podeszła do walizki, szukając ubrań, które zasłoniły by szpetne siniaki na całym ciele. W tym momencie dziewczyna nie mogła znieść swojego widoku. Był on odrażający, pokazywał zranioną, słabą osobę, od której ta tak bardzo chciała uciec. Nie zważając na ból, szybko wciągnęła, długie, czarne spodnie i biało- czarną koszulkę, z długim rękawem, która zasłoniła poraniony brzuch, ramię i piersi. Używając fluidu, zamaskowała pozostałe plamy na swoim ciele. Następnie zrobiła delikatny makijaż oczu i musnęła usta, wyrazistą, czerwoną szminką, by odwrócić uwagę od poróżowiałych od płaczu powiek. Na sam koniec założyła czarno-złote trampki i zegarek. Gotowa ruszyła w stronę jadalni, jednak w drodze zmieniła zdanie i w końcu wylądowała w dużym pokoju, którego nie odwiedziła dotąd. Ściany były pokryte granatowo- biała tapetą, która przedstawiała różne sceny walki. Podłoga wyłożona ciemnym drewnem, przyciemniła pomieszczenie, tak samo jak czarne meble. Okna przysłonięte były zasłonami, które blondynka energicznie odsłoniła, wpuszczając do środka, ciepłe promyki słońca. Pokój momentalnie nabrał barw i stracił swoją mroczną stronę, poddając się wypełniającym go świetle. Dopiero teraz Crawford dostrzegła, że na w centrum, stoi wielki, okrągły stół. Miał od dwanaście siedzeń i tyle samo monitorów, wbudowanych w przedmiot. Na samym środku znajdowała się makieta ośrodka. Dziewczyna zajęła jedno z wolnych miejsc i włączyła urządzenie. Ekran wypełnił się kilkunastoma kwadracikami, która wskazywały różne miejsca w lesie. Był to po prostu widok z kamer, które ta zauważyła pierwszego dnia.
- To jest naprawdę dziwne- westchnęła, przełączają aplikacje, a jej oczom ukazała się stołówka

 POCZĄTEK FILMIKU Z KAMERKI

- Gdzie do jasnej cholery podziewa się panna Crawford?!- krzyknął jeden z opiekunów, nerwowo podrygując nogą. Momentalnie wszystkie spojrzenia powędrowały na niego, a cisza panująca w pomieszczeniu była wręcz nie do zniesienia- Czy mam powtórzyć? Gdzie jest panna Crawford?- warknął podenerwowany
- Nie wiemy. Nie widzieliśmy jej od rana- zawiadomił Jack, uśmiechając się grzecznie
- Na wczorajszym spotkaniu też jej nie było- wtrąciła Nicki, wtulona w ramie szatyna
- Świetnie! Czyli znowu nikt nie ma pojęcia, gdzie ona jest!- oznajmił- Z tą mała lalunią są tylko problemy! Dlaczego nie pojechała?! Co ja jej takiego zrobiłem?- pytał sam siebie, prawie płacząc. Blondynka była pewna, że mężczyzna jej nie lubi, ale czegoś takiego się nie spodziewała... Chociaż dało jej to dużą satysfakcje.
- Mark co ty znowu wyrabiasz?- westchnął Christian, stając obok starszego kolegi.
- Ty się przyjaźnisz z tą niunią, prawda... Wiesz może gdzie jest?- spytał, zaciskając ręce w pięści i robiąc krok w stronę chłopak
- Była w sali treningowej- powiedział, pewnie siebie- Jak chcesz to mogę po nią iść- zaproponował miło, wskazując ręką drzwi
- Nie dzięki. Sam się przejdę- oznajmił

KONIEC FILMIKU Z KAMERKI

Kimberly szybko zerwała się z miejsca i biegiem ruszyła w skazane miejsce. Musiała być pierwsza inaczej Christian by oberwał, a tego by nie przeżyła. W końcu on jej pomógł... Na dość dziwny sposób, gdyż jednocześnie mógł jej też zaszkodzić, ale jednak pomógł. Zresztą zawsze był przy niej i jako jedyny opiekun nie oceniał jej po okładce i ją szanował. Nie uważał wszystkiego co mówi  i robi za obraźliwe i niemądre, lecz w pewien sposób interesujące i odważne.
Szybkim ruchem otworzyła drzwi i  nie zważając  na ból podniosła jeden z małych sztyletów. Usiadła na ziemi i z udawanym zainteresowaniem oglądały przyrząd, do momentu, kiedy metalowe drzwi otworzyły się z hukiem.
- Dzień dobry!- krzyknęła radośnie i poderwała się na proste nogi. Nie do końca wiedziała jak powinna się zachować, w końcu nie wie czy Christian nie powiedział jeszcze czegoś opiekunowi- Coś się stało?- spytała grzecznie, uśmiechając się delikatnie
- Boże dziecko! Jesteś chora?- pisnął spanikowany mężczyzna, podbiegając do dziewczyny i dotykając jej chłodnego czoła- To znaczy... Dlaczego nie było cię na śniadaniu?- poprawił się,  z powrotem wracając do swojej obojętnej i surowej postury. Crawford miała ochotę wydąć wargi i wywrócić oczami, jednak zdołała się powstrzymać.
- Nie byłam głodna proszę pana i pomyślałam , że poćwiczę - rzuciła radośnie. Spojrzała na Christiana, który stał za opiekunem i serdecznie się do niej uśmiechał. Najwidoczniej nie tylko mu uszło wszystko płazem. Chłopak był naprawdę dumny z małej przyjaciółki. Nie miał pojęcia jak ta się tu znalazła i dlaczego jest taka miła, ale cieszył się z takiego obrotu sytuacji. Wiedział, że w przeciwnym razie oboje mieli by poważne kłopoty, a konsekwencje tego czynu mogły by być bardzo, ale to bardzo złe.
- Dobrze, a teraz marsz na stołówkę... Musisz coś zjeść przed dzisiejszym wyzwaniem!- krzyknął, gdyż było to pierwsze co przyszło mu do głowy. Kimberly po prostu nie przypominała... Kimberly. Była zbyt miła, potulna, uprzejma, zbyt... obca.
- Tak jest kapitanie!- zaśmiała się i tak jak jej kazano wymaszerowała z sali treningowe. W końcu jak to mówią: Trzymaj przyjaciół blisko, a wrogów jeszcze bliżej. Blondynka zdawała sobie sprawę, że jeżeli chciała wygrać tą wojnę to potrzebowała wygrać też bitwy, a jak ma sobie poradzić bez sojuszników i na dodatek z wrednymi opiekunami nad głową?

***

Zaczerpnąwszy głęboki, uspokajający oddech, blondynka odepchnęła metalowe drzwi i weszła do środka. Momentalnie wszystkie oczy powędrowały w jej stronę, jednak ta je zignorowała. Powolnym krokiem ruszyła w stronę kucharki, jednak zanim dotarła na miejsce poczuła rękę na swoim nadgarstku, po czym nogi pod swoją pupą.
- Gdzie ty się znowu podziewałaś?- spytał Nate, sadzając siostrę obok siebie i podnosząc pytająco brwi. Cieszył się, że Kim nabrała pewności siebie jednak od pewnego czasu cały czas gdzieś znikała, a on jak to na brata przystało, się o nią martwi.
- Niech zgadnę: Zwiedzałaś!- rzuciła Alison, przytulając się do przyjaciółki i uśmiechając sie żartobliwie- Co tym razem ciekawego znalazłaś? Coś lepszego niż ten cały pokój portretów?- westchnęła, przez co oberwała łokciem między żebra.
- Jest coś do jedzenia?- spytała blondynka, chcąc jak najszybciej zmienić temat. Już wystarczająco nabroiła, nie miał ochoty słuchać teraz gadki Nate'a, o tym, że nie wolno jej tego robić. Blondyn uśmiechnął się kpiarsko i podsunął jej pod nos talerz z białą papką- Okej, nie ma mowy żebym to zjadła! Co to w ogóle jest?!- pisnęła, podnosząc łyżkę, która wręcz przykleiła się do posiłku.
- To kleik... Będzie ci smakować- zaśmiała się Nicki, biorąc kęsa potrawy. Crawford wiedziała, że udaje miłą tylko i wyłącznie z powodu Jack'a, który siedzi obok niej.


- Nie, dziękuje! Chyba jednak spasuje!- powiedziała, marszcząc nos i robiąc zabawną, a za razem uroczą  minę- Batonik będzie na pewno smaczniejszy no i mnie nie zabije- rzuciła, wyciągając łakocie z tylnej kieszeni dżinsów i z wielkim uśmiechem na twarzy wzięła pierwszy gryz.
- Hej Kimi- nagle usłyszała ten głos. Najpierw wydawał jej się, że to tylko urojenie, jednak wtedy go zobaczyła. Stał przed nią z ciemnymi okularami słonecznymi na nosie i rękami w kieszeniach. Brązowooka momentalnie poczuła przerażenie rozchodzące się po całym ciele i łzy, które napłynęły do oczu. Przeniosła wzrok na Jack'a, który zacisnął szczękę, a wszystkie mięśnie na jego ciele się napięły. Już nie był zrelaksowany i beztroski. W jego oczach można było dostrzec iskierki gniewu.
- Sam- wymamrotała boleśnie cicho Crawford, starając się by jej głos nie drżał. Była pewna, że wszyscy już zauważyli, że coś jest nie tak, jednak wolała zachować resztę uczuć dla siebie.
- Musimy pogadać. Teraz!- rozkazał i złapał jej nadgarstek. Uścisk był za mocny, by się wyrwać, a dziewczyna nie miała ochoty na scenę w środku śniadania. Jednak nie mogła z nim iść. Bała się go, wiedziała do czego jest zdolny i nie mogła przestać myśleć o tym, że on po prostu chce dokończyć to co wczoraj zaczął- Nawet nie próbuj się buntować- syknął jej do ucha, mocno zaciskając rękę wokół jej kości. Kimberly postawiła pierwszy krok, jednak dalsza droga została jej uniemożliwiona, przez ciepłą rękę, która oplotła jej ciało.
- Wybacz Sam, ale Kim nigdzie z tobą nie pójdzie- warknął stanowczo Jack, poderwawszy się z miejsca i przyciągając roztrzęsioną nastolatkę do siebie. Widział w jakim stanie ta jest, aż się dziwił, że potrafi resztę zachować w środku- Kilometr ! To ostatnie ostrzeżenie- syknął, cicho by reszta nie usłyszała i sadzając brązowooka obok siebie, wrócił do posiłku- Nie martw się. Nie pozwolę mu cię dotknąć- szepnął do ucha Kim, delikatnie trącając nosem jej policzek. Oboje jednak nie zauważyli krzywego spojrzenia, które Bley posyłała w ich stronę. Dziewczyna miała ochotę zabić rywalkę i może nawet będzie mieć dzisiaj okazje.

***

Blondynka szybko zmieniła swój poprzedni strój na czarne dżinsy i granatowy sweter. Na nogi wsunęła ciemne Timberlandy, a włosy związała w kłosa. Gotowa pomaszerowała do sali obrad, gdzie miało odbyć się spotkanie jej drużyny. Dzisiaj bowiem, po raz pierwszy stawali przed walką na śmierć i życie. W tym momencie nie chodziło o zabawę, czy wygraną, lecz o PRZETRFANIE ! Kimberly wiedziała, że będzie to trudne. Zwłaszcza, że Nicki i Sam na pewno jej nie odpuszczą, nie po wydarzeniach z wczoraj. To było chyba najgorsze. Była gotowa na śmierć, jednak czy aby na pewno? Czy jest to w ogóle możliwe, żeby przyswoić myśl o tym, że jutro może cię tutaj już nie być, że zostawisz tych wszystkich ludzi, którym chociaż trochę na tym zależy. W tym wypadku nie było ich dużo, jednak zawsze...
Crawford niechętnie weszła do pomieszczenia i doznała szoku. Nie było to miejsce, które zwiedziła rano, a powinno być. Christian, z którym podzieliła się swoimi odkryciami, powiedział jej, co nie co o tajemniczym pokoju. Okazało się, że każda drużyna ma taki. Jest dość skomplikowane, jednak kamery nie są ustawione przez opiekunów, lecz przez nastolatków. Pomagają im one poznać taktykę przeciwnika... Podobno nikt o tym nie wie, a każda drużyna, myśli, że to ona wpadła na tak genialny pomysł.
- Nate, ty zajmiesz się zwiadami... Musisz się dokładnie dowiedzieć, co planują. Normalnie użył bym kamer, ale nie obejmują one terenu ich obozowiska-westchną ich  doradca, włączając stół- Pójdziesz więc pod wodospad, a następnie skręcisz w lewo. Musisz być bardzo ostrożny, ale jestem pewien, że sobie poradzisz- poklepał go dla otuchy po plecach i uśmiechnął się ciepło
- Nie uważam, żeby był to najlepszy pomysł- wtrąciła sie brązowooka- Nie ma mowy, że wróci z tam tond żywy!- dodała stanowczo. Każdy patrzył na nią jak na wariatkę, która nie wierzy w swojego brata, jednak ta po prostu kontynuowała- Oni mają poustawiane kamery dookoła obozowiska, w zasięgu dwóch kilometrów... Nie da się przejść tam niezauważonym- rzuciła
- A skąd ty to niby wiesz ? Twój chłopak ci powiedział ? - zadrwiła Bley, uśmiechając się cierpko. Crawford, aż zacisnęła pięści, a jej oczy się zaszkliły. Szybko jednak przywołała się do porządku. Nie mogła dać jej satysfakcji, ani teraz, ani nigdy.
- Po pierwsze to nie jest mój chłopak, a po drugie to mówiłam: zwiedzałam- warknęła.
- Możesz trochę jaśniej?- poprosił Jack, uśmiechając się w jej stronę. Blondynka zdusiła w sobie chęć rzucenie się na niego i tylko delikatnie kiwnęła głowę. Nie mogła uwierzyć, jak ten facet ją onieśmiela. Jeszcze chwilę temu była gotowa wyrwać Nicki włosy, a teraz?  Jedyne o czym marzy to znalezienie się w ciepłych ramionach szatyna.
- Chwila! My chyba pomijamy najważniej część! Jak to Sam już nie jest twoim chłopakiem?!- pisnęła Alison, z niedowierzeniem spoglądając na przyjaciółkę. Przecież ona zaledwie wczoraj zawarła ten związek, a kilka godzin później już jest wolna! Kto tak robi? Zdawała sobie sprawę, że się pokłócili. Sytuacja na stołówce jasno o tym mówiła, ale żeby od razu kończyć związek?
- ALI!
- No więc tak w skrócie- westchnęła brązowooka, po kolei opowiadając wszystko co zapamiętała. Wiedziała, że nawet najmniejszy szczegół, może mieć znaczenia, dlatego starała się mówić najdokładniej jak umiała. W końcu chodziło tu o życie ludzi których kocha: Ali, Nate'a .... i JACK'A

Do waszego pocałunku już coraz bliżej... 
Szczerze, to już tuż tuż, jednak nie jestem pewna, czy będzie się on wam podobał!
Co do rozdziału to nie jestem z niego do końca zadowolona.
Jest nudny, jednak musiałam choćby troszkę ocieplić stosunki Jack'a i Kim
Kocham was
Emi <3


7 komentarzy:

  1. Cudooo..
    Kick Kick Kick <3<3
    Czekam z niecierpliwoscia kochana.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mozemy spodziewać się pocałunku w następnym rozdziale? :)
    A nr 11 wyszedł Ci super!
    Czekam na nn^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział cudowny i boski<3
    Ty to masz talent<3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  4. No to trzeba czekać na następny rozdział :D
    Ten jest... świetny :D
    Zwiedzanie się opłaca... Bardzo. Akurat ja lubię zwiedzać :D
    Czekam na nn ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak ty możesz być nie zadowolona z takiego cuda??? No jak?!
    Rozdział mógłby być dłuższy ;DNiecierpliwie czekam na next <3
    Pośpiesz się!!!
    Tori~

    OdpowiedzUsuń
  6. Boskie, Jest suuuper nie mogę się doczekać nexta :*
    Będzie się dzieło hihih :3
    Zaorasam do mnie http://kim-jack-nasza-historia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy